|
60 lat w Praniu.
Dokładnie 60 lat temu nocnym pociągiem z Warszawy do Rucianego przyjechał z rodziną Konstanty Ildefons Gałczyński. Te wakacje zaczęły się jednak dla niego niezbyt dobrze. Po czerwcowym zjeździe literatów, na którym spadł na poetę deszcz obelgi i krytyki, na którym kolega Adam Ważyk grzmiał z trybuny by ukręcić łeb rozwydrzonemu kanarkowi, który zagnieździł się w jego twórczości, Gałczyński załamał się całkowicie. Próbował wprawdzie ripostować, ale nie przyniosło to żadnego rezultatu, a wyrok brzmiał: zakaz druku. Dla Gałczyńskiego oznaczało to śmierć cywilną, brak możliwości zarobkowania, brak kontaktu z czytelnikiem, którego tak bardzo cenił i potrzebował. Poeta zamkną się w sobie, wycofał w alkohol i smutek, nie brał udziału ani w życiu rodzinnym, ani koleżeńskim. Żona Natalia próbowała różnych metod i sposobów, żeby mu pomóc przetrwać ten trudny okres, szukała miejsc, w których jej Kot mógłby zdrowieć. Z pomocą przyszedł przyjaciel rodziny młody tłumacz i literat Ziemowit Fedecki, który podsunął adres: Leśniczówka Pranie Nadleśnictwo Maskulińskie poczta Ruciane. Natalia nie czekając długo napisała list do leśniczego z prośbą o gościnę. Odpowiedź przyszła szybko i równie prędka była decyzja o wyjeździe. W sobotę 15 lipca 1950 roku na starej stacji w Rucianem czekał na przybyszów młody, niebieskooki, milkliwy leśniczy Stanisław Popowski, ten sam, dla którego kilka lat później Agnieszka Osiecka napisze piosenkę „Na całych jeziorach ty”. Starą łódką motorową ruszyli jeziorem w stronę leśniczówki. Droga przebiegała spokojnie i milkliwie do czasu, gdy Natalia zauważyła, że jezioro bardzo przypomina rzekę, a na wyspie, którą mijają muszą zapewne mieszkać tajemnicze duchy. Te słowa obudziły jakby nieobecnego Konstantego. Spojrzał na jezioro i otaczający go las, a jego oczy zaiskrzyły niezwykłym blaskiem promieni słońca odbitymi od srebrnej wody. Gałczyński uśmiechną się i zaczął konwersację z leśniczym. Gdy przypłynęli do wysokiego brzegu i weszli po drewnianych stopniach ich oczom ukazał się niewielki dom z czerwonej cegły z dziesięcioma oknami przyozdobionymi donicami, z których wyrastały czerwone pelargonie oraz pozostałe zabudowania leśnego gospodarstwa: ogromna stodoła, chlewik, i tzw. letnia kuchnia. Na progu leśniczówki gości przywitała matka leśniczego i tak zaczął się najpełniejszy, najbardziej twórczy i najszczęśliwszy okres w życiu Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, który tam nad Jeziorem Nidzkim potrzebował zaledwie kilku dni do tego, wyjść z psychicznego kryzysu i rzucić w wir pracy. Już po dwóch tygodniach pisał w liście do Juliana Tuwima: ”Tu na jeziorach znów steruję ku radości, córze bogów…” Okres mazurski to czas twórczej pełni, to tu powstały niezwykle znaczące dzieła „Kronika Olsztyńska”, „Wit Stwosz”, „Niobe”, a także dziesiątki innych wierszy stanowiących dziś cykl tzw. „Wierszy z Prania”. Tu poeta żył w symbiozie z naturą, obserwując ją i delektując się jej pięknem, co nierzadko znajdowało odzwierciedlenie w jego wierszach. Tu zapraszał przyjaciół literatów, z którymi wyruszał na leśne wędrówki, albo jeziorne eskapady. To w tych lasach i jeziorach zakochał się bezgranicznie czerpiąc z tej miłości natchnienie do pracy. Czas mazurski trwał z przerwami przez trzy lata. Wczesną jesienią 1953 roku Gałczyńscy wybrali się z córką Kirą na długi spacer do zapuszczonej starej leśniczówki, którą upatrzyli sobie na swój dom. Poeta nie wyobrażał sobie spędzenia reszty życia gdzie indziej i tą decyzją chciał podzielić się z córką, która ją uszanowała. We wrześniu Gałczyńscy wrócili do Warszawy by zacząć finalizowanie pomysłu, by pozałatwiać konieczne formalności, by wiosną móc na stałe wrócić na Mazury. Niestety plany przerwał trzeci zawał i śmierć Konstantego 6 grudnia 1953r. Natalia Gałczyńska nie wróciła już nad Nidzkie, ani w żadne z miejsc, w których byli tak szczęśliwi. W leśniczówce Pranie w latach 60 tych utworzono izbę pamięci poety i wmurowano pamiątkowe tablice, a pomysł stałego muzeum zrodził się w połowie 1976 roku. Po niezbędnych remontach i adaptacjach w maju 1980 roku utworzono tam muzeum, którego współorganizatorką i pierwszym kustoszem była przez 17 lat córka poety Kira Gałczyńska. Dziś muzeum w Praniu jest czynne w okresie od maja do października codziennie, oprócz poniedziałków i dni poświątecznych w godz. 9.30 – 17.00, natomiast w okresie zimowym codziennie oprócz poniedziałków, wtorków i świąt w godzinach 9.30 – 17.00. W muzeum odbywają się lekcje dla młodzieży, wieczory poetyckie, wystawy, spotkania autorskie, a latem w lipcu i sierpniu w weekendy koncerty z cyklu „Muzyka u Gałczyńskiego” połączone z recytacją wierszy KIG. |